poniedziałek, 7 sierpnia 2017

o STATUS ANIMARUM i zaletach kolędy świętej

Długo nie pisałem bo i nie było o czym. Wszystkie poszukiwania spełzały na niczym, a dokumenty które mogły wnieść coś nowego były nieosiągalne. Znaczny przełom nastąpił z chwilą kiedy to brat mój Karol wybrał się z wizytą do Lwowa. Nie sposób byłoby przejść obojętnie podczas zwiedzania Lwowa obok tamtejszego archiwum. Poszukiwania dokumentów z braku wolnego czasu nie przyniosły co prawda skutku niemniej w archiwum pozostało pismo z prośbą o odnalezienie aktu urodzenia naszego pra pra dziadka Józefa. Znamy co prawda jego datę urodzenia jak i rodziców niemniej liczyliśmy, że odnalezienie oryginalnego aktu przyniesie jakieś dodatkowe informacje.
Czasami opłaca się popełniać błędy i tym razem dzięki błędnie podanej dacie narodzin Józefa osoba wertująca natrafiła na akt Ludwiki ur. w 1951 roku - rodzice Grzegorz Pauk i Franciszka Duczymińska, których podaliśmy jako rodziców Józefa.


Jedno więc było pewne. Józef miał siostrę i to był dla Nas duży krok do przodu. Nie wiedzieliśmy wówczas co jeszcze nas zaskoczy w najbliższym czasie.
Odkrycia kolejnych dni nastąpiły uważam dzięki odwiedzinom Zenona Pauk ze Szczecina. Poznaliśmy się kilka lat temu - obydwaj zafascynowani poszukiwaniem korzeni choć do wspólnego do tej pory nie dotarliśmy. Zainspirowany trochę rozmowami o tematyce genealogicznej ponownie zerknąłem w zgromadzone przez lata dokumenty. Jeden - całkiem świeży w mojej kolekcji - spowodował, że ciarki przeszły po moich plecach.
Status Animarum czyli rodzaj księgi prowadzonej przez parafie mającej na celu ujęcie wszystkich mieszkańców całej miejscowości - głównie spisywana w trakcie Kolędy Świętej - zawierała poniższy zapis


Wcześniej zbagatelizowałem ten zapis. Owszem imiona rodziców Józefa się zgadzały ale nie ma tu Józefa. Teraz wszystko jednak zaczęło wyglądać inaczej. Mamy bowiem imię siostry Ludwiki - zgadza się też jej rok urodzenia. Jasne też okazało się dlaczego nie ma Józefa - ten urodził się 10 lat po tym jak sporządzany był spis. W jednej chwili staliśmy się posiadaczami wiedzy, o której jeszcze niedawno nawet nie marzyliśmy: Daty urodzin Grzegorza i Franciszki, miejsce pochodzenia Franciszki, sześcioro rodzeństwa Józefa choć to być może nie wszyscy i jeszcze coś o czym za chwilę.
Wiemy więc że Grzegorz Pauk (mój pra pra pra dziadek) urodził się w 1818 roku, żona jego Franciszka Duczymińska w 1815 - pochodziła z Sambora (kiedy urodziła Józefa miała 50 lat).
Najstarszy z rodzeństwa Józefa - Władysław przyszedł na świat w 1844 -na tą chwilą to jedyna znana nam osoba po której ród Pauk-ów mógł stworzyć nową gałąź. Następnie kolejno siostry - Karolina, Maria, Julia, Ludwika i Agata - ta jako ostatnia wpisana w Status Animarum rodzi się w 1855 roku. 
Przy trzech osobach widnieje data śmierci. Zastanawiające mocno jest to iż jest to ta sama data. Czy miał miejsce jakiś wypadek lub może śmiertelna choroba? Tego na tą chwilę nikt z nas nie wie.
Jest jednak coś jeszcze. Coś co biorąc pod uwagę opowieści o religijnym rozłamie w rodzinie i bracie który był księdzem greko katolickim wydaje się informacją najciekawszą. Skróty r.l. i r.g. to wyznanie - obrządek łaciński i grecki. Wynika z tego iż Grzegorz był wyznania grekokatolickiego - żona jego Franciszka rzymskokatolickiego. Powszechne w takich sytuacjach było, iż synowie chrzczeni byli w obrządku ojca, córki w obrządku matki. Tak też stało się i tym razem. Dlaczego więc w przypadku Józefa stało się inaczej? A może jednak było tak samo, a zmiany dokonał sam w dorosłym życiu? Czyżbyśmy więc dotarli do opowiadanego rozłamu?
Jest jeszcze jedno.... ale o tym następnym razem kiedy zbierzemy więcej dowodów.

kamil

środa, 15 lipca 2015

Poczet Dyrektorów

Takie oto znalezisko sprzed kilku dni :)

Miło jest dowiedzieć się o kimś czegoś o czym dotąd nie mieliśmy pojęcia.
Stanisław Pauk - syn Józefa. urodzony w Komarnie. Brat mojego pra dziadka Franciszka. Przedstawiany już na blogu. Wcześniej nie miałem pojęcia, że był dyrektorem Odlewni Żeliwa w Węgierskiej Górce.
Informacja może niewielka ale zasługi ciekawe :) Z opowieści wiem, że los innych dla Stanisława nie był obojętny. Poniższy zapis tylko to potwierdza.

Tymczasem pracuję nad dużo większym odkryciem. Trzymajcie kciuki aby trop nie okazał się fałszywy.

zdjęcie pochodzi z archiwum firmy METALPOL http://www.historia.metalpol.com/

I kilka kolejnych zdjęć z tegoż samego źródła:
rok 1948r. Komisja ministerialna decydująca o przebudowie emalierni na odlewnię żeliwa

Podstawowy kurs pożarniczy na terenie Odlewni w 1949r.



1 maja 1949r. Wmurowanie kamienia węgielnego pod budowę Domu Robotniczego


piątek, 23 stycznia 2015

Geodezja kresowa

Dużo czasu upłynęło od ostatniego wpisu. Nie oznacza to jednak, że nic się nie dzieje. Może nieco wolniej i bez spektakularnych odkryć jak na samym początku. Po pierwsze jest na pewno trudniej niż w początkowym okresie poszukiwań, po drugie nadszedł czas wzmożonej pracy zawodowej oraz po trzecie - rodzina Pauk-ów się nieznacznie powiększyła a więc czasu na "zabawę" jest nieco mniej.

Dzisiejszy wpis zawdzięczam przede wszystkim mojemu bratu Karolowi, który zajął się właściwie w całości tym co chcę pokazać. Od dłuższego czasu zastanawiałem się w którym dokładnie miejscu oraz jak dziś wygląda miejsce gdzie zamieszkiwali nasi pradziadowie. Karol z racji swojej geodezyjnej profesji wykonał powierzone mu zadanie na piątkę z plusem. 

W poprzednim poście prezentowałem katastralne mapy Komarna z 1950 roku. Wskazywałem też na dokładny adres Komarno 373. Przy wykorzystaniu Karola wiedzy i pomocy programu komputerowego mamy dokładne wskazanie miejsca wyżej wspomnianego budynku: 


Po usunięciu przezroczystości i pozostawieniu bieżącej mapy satelitarnej:



Teraz nieco powiększymy:



Warto zwrócić uwagę, że po kanale niewiele zostało. Jesteście ciekawi jak wygląda z bliska ???




Tyle udało się zrobić zdalnie. Mało? Kolejny krok to wyjazd do Ukrainy i zobaczenie wszystkiego na własne oczy. Kto wie... może z kimś uda się porozmawiać. 

Karol jeszcze raz dzięki. 

Czuwaj. 

niedziela, 10 listopada 2013

Komarno 373

Czasami kiedy długo nie mogę wpaść na żaden nowy trop i jest to w gruncie rzeczy dość irytująca sytuacja wyciągam teczkę z papierami które skompletowałem od początku swoich genealogicznych poszukiwań i przeglądam je od nowa. Czytam, oglądam, jeszcze raz czytam... jakbym liczył, że coś przeoczyłem. Jakbym chciał odnaleźć drugie dno, a w nim rozwiązanie całej tej zagadki.
I tak oto było i wczoraj. Tym razem z powodzeniem. Analizowałem właśnie akt chrztu Bronisława Pauk - syna Józefa i Katarzyny Pawlikowskiej i nagle oczom mym ukazała się nowa rubryka. Zupełnie jakby wcześniej nie istniała... cały czas zastanawiam się jak mogłem wcześniej jej nie wziąć pod uwagę. Rubryka nazywa się Nrus domus co oczywiście z łacińskiego oznacza numer domu czy jak byśmy to dziś powiedzieli adres zameldowania. W rubryce wypełnione - KOMARNO 373. Euforia. Mam adres zamieszkania Józefa z Komarna. Przynajmniej ten na rok 1901 kiedy to rodzi się Bronisław. Rozpoczęły się więc intensywne poszukiwania archiwalnych map Komarna.

źródło: http://komarno.mojeforum.net/viewtopic.php?t=17&highlight=mapa

Tak natknąłem się na pierwszy sytuacyjny plan Komarna. Poniżej w dwóch częściach nieco bardziej czytelny.

źródło: http://komarno.mojeforum.net/viewtopic.php?t=17&highlight=mapa

źródło: http://komarno.mojeforum.net/viewtopic.php?t=17&highlight=mapa

Mapy ujawniają wiele nowych informacji. Niestety nie posiadają tego na czym mi najbardziej zależało - numery domów. Kolejna mapa okazała się być już niemal tym czego oczekiwałem:

źródło: http://komarno.mojeforum.net/viewtopic.php?t=17&highlight=mapa

To kataster gruntowy z drugiej połowy XIX w. Niestety... Plan jest w zbyt małej rozdzielczości i bez oryginału mogę zapomnieć o odszukaniu domu Józefa. I nagle - EUREKA. Odnajduję to czego szukałem. Internetową mapę katastralną z 1853 roku w pięknej kolorowej wersji i ogromnej rozdzielczości. Nareszcie odnajduję adres Komarno 373 i czuję się o kolejny maleńki krok bliżej niż byłem jeszcze godzinę temu... Rodzino... Odnajdę Cię :)
Poniżej link do mapy. Umyślnie nie wskazuję domu - miejcie choć odrobinę satysfakcji z tego co ja miałem kilka chwil wcześniej. :)



niedziela, 27 października 2013

MIECZYSŁAW PAUK

MIECZYSŁAW PAUK


Najmłodszy - ostatni - z synów Józefa i Katarzyny Pawlikowskiej niosący ze sobą największą tajemnicę naszej rodziny. Urodził się najprawdopodobniej w 1911 roku choć ta informacja nie jest potwierdzona żadnymi dokumentami. Urodził się również w Komarnie. Dusza towarzystwa. Pełen humoru i bardzo lubiany przez dzieci.
Na kilka dni przed rozpoczęciem wojny przyjechał do Sanoka do brata Franka. Tam zastał jedynie szwagierkę Rudolfinę z dziećmi. Franciszka nie było. Jak się okazało był w drodze do Lwowa gdzie otrzymał przydział mobilizacyjny. Z opowieści cioci Zosi która doskonale pamięta tamten dzień, Rudolfina przekonywała Mietka żeby pozostał u nich. Na to odparł że jego Ojczyzna wzywa i nie mógłby się uchylić od obowiązku. Zanim dotarł do Lwowa zawitał w Samborze. Tam spotkał się z ojcem. Ten również przekonywał go, że lepiej żeby nie jechał. Mietek odparł, że kim by był dla ojca gdyby się nie stawił. Powiedział że przysięgał służyć Ojczyźnie i pojedzie. Wtedy widziany był przez rodzinę po raz ostatni. Wkrótce nad Sanokiem rozległy się ryki silników bombowców - rozpoczęło się bombardowanie Lwowa i okolic.
Warto wspomnieć o ciekawym zdarzeniu, które reszta rodziny uznała za znak. Na środku Izby w domu Franciszka i Rudolfiny stał duży ciężki drewniany stół. Stał tam od lat. Zrobił go osobiście Franciszek. W kilka dni po rozpoczęciu wojny zdarzyła się rzecz niespodziewana. Jak wspomina ciocia Zosia, był piękny słoneczny dzień. Przez okno do izby wpadało słońce oświetlając część stołu. W izbie nie było nikogo. Nagle rozległ się huk. Wszyscy wbiegli do izby i ujrzeli pęknięty wzdłuż stół. Szczelina powstała w drewnie mierzyła kilka milimetrów. Babcia Rudolfina nie miała wątpliwości. Pierwsze słowa które padły z jej ust miały brzmieć: "Mietek zginął". Czy był to rzeczywiście znak? tego oczywiście nikt już się nie dowie. Prawdą jest jednak, że o Mietku już nigdy nikt nie usłyszał. Pomimo ogromnych starań brata Stanisława, poszukiwań przez PCK, o Mietku nic więcej nikt nie słyszał. Nie wiadomo gdzie i jak zginął. Gdzie spoczywa jego ciało i kiedy tak naprawdę zginął. A może wcale nie zginął? Może wcale nie stawił się we Lwowie? Dziś to wszystko to już tylko domysły.

WŁADYSŁAW PAUK

WŁADYSŁAW PAUK



Czwarty w kolejności syn Józefa i Katarzyny Pawlikowskiej.
Urodził się w 1910 roku w Komarnie. Do końca kawaler - według opowieści rodzinnych skrycie zakochany w szwagierce Walerii. Z zawodu był krawcem. Mieszkał w Gliwicach.  Zmarł młodo w 1943 roku w wieku 34 lat na zapalenie szpiku kostnego.

To właściwie wszystko co wiem na temat Władka. Nie pozostawił po sobie potomstwa. Pochowany został w Sandomierzu. Spoczywa w rodzinnym grobie brata - Stanisława.

Może ktoś doda jakieś dodatkowe ciekawe informacje odnośnie jego życiorysu. Gdzie dokładnie mieszkał, gdzie miał zakład krawiecki itp.

sobota, 26 października 2013

STANISŁAW PAUK

Dopada mnie ostatnio absolutny brak wolnego czasu połączony z jesienną niemocą twórczą i absolutnym brakiem ochoty na cokolwiek. Owszem próbuję się temu przeciwstawić. Biegam, staram się regularnie ćwiczyć jogę. To zdecydowanie poprawia samopoczucie i otwiera głowę na nowe pomysły, również w poszukiwaniach genealogicznych. Pomimo niesprzyjającej aury i braku nowych wpisów nie pozostaję bierny. Kilka dni temu wysłałem list do Księdza Prałata Borcza - dyrektora Archiwum Archidiecezjalnego w Przemyślu - celem ustalenia czy interesujące mnie lata dokumentów metrykalnych z Komarna są w posiadaniu archiwum. Przez wielu poszukiwaczy archiwum to uważane jest za jedno z trudniej dostępnych, co sprawia, że oczekuję na odpowiedź z podwójną niecierpliwością. Liczę, że jak jeden z nielicznych będę miał szczęście. O dalszym biegu sprawy podzielę się na blogu.
Tymczasem z dotychczas zebranych informacji kolejny z braci:

STANISŁAW PAUK

Stanisław z żoną Walerią i synem Ryszardem
Urodził się w 1908 roku w Komarnie. Trzeci syn Józefa i Katarzyny Pawlikowskiej. Stanisław to przede wszystkim człowiek uczony. Wykładał na Politechnice Lwowskiej choć na dzień dzisiejszy nie wiem jakie zajmował stanowisko. Doszły mnie informacje, że był rektorem, niestety nie znalazłem go w spisie rektorów Politechniki Lwowskiej. Wraz z żona Walerią (nazwisko panieńskie mi nieznane) zamieszkiwał w Sosnowcu. Miał dwóch synów: Ryszarda i Tadeusza. Ryszard młodo zginął w wojsku  będąc na przeszkoleniu wojskowym w nieco niewyjaśnionych okolicznościach. Stanisław długo dochodził prawdy co wydarzyło się tamtego dnia na poligonie. Wszystko wskazuje na to iż został umyślnie zastrzelony przez wyższego sobie stopniem. Niestety prawda nigdy nie ujrzała światła dziennego. Drugi syn Stanisława - Tadeusz był lekarzem. Miał jednego syna Bogdana - dziś mieszka pod Wrocławiem.
Stanisław zmarł w Sosnowcu w domu opieki społecznej w 1995 roku. Dwa lata później odeszła na zawsze jego żona Waleria. Pochowani są oboje w Sosnowcu wraz z synami Ryszardem i Tadeuszem oraz młodszym bratem Stanisława - Władysławem.